Seks Porady – dla tych którym nieobojętne jest udane zycie seksualne…

Wszystko co chcesz wiedzieć o seksie, ale boisz się zapytać

Orgazm

Słowo orgazm ozna­cza inten­sywne uczu­cie roz­ko­szy fizycz­nej, dozna­wane przez czło­wieka w chwili szczy­to­wa­nia sek­su­al­nego będą­cego wyni­kiem odpo­wied­niej sty­mu­la­cji ero­tycz­nej. U osob­ni­ków płci męskiej orga­zmowi towa­rzy­szy nie­mal zawsze eja­ku­la­cja, czyli wytrysk z członka płynu zawie­ra­ją­cego plem­niki, męskie komórki roz­rod­cze; plem­niki posia­dają zdol­ność ruchu i łączą się z żeńską komórką jajową, czyli oocy­tem, zapo­cząt­ko­wu­jąc pro­ces zapłod­nie­nia. Gdy czło­nek męż­czy­zny zostaje wpro­wa­dzony do pochwy kobiety, silne skur­cze orga­zmiczne wypy­chają spermę w stronę szyjki macicy, ujścia pro­wa­dzą­cego do jamy macicy, a tym samym bli­żej w kie­runku ich osta­tecz­nego celu, jakim jest zapłod­nie­nie jaja. W ten spo­sób roz­kosz wywo­łana orga­zmem jest bez­po­śred­nio zwią­zana z kon­ty­nu­acją gatunku.

orgasm control

Orgazm kobiecy

Kobiety doznają orga­zmu, lecz nie jest on konieczny z punktu widze­nia pro­kre­acji, czyli prze­dłu­ża­nia gatunku. Roz­kosz kobiety nie jest warun­kiem koniecz­nym zapłod­nie­nia. W epoce wik­to­riań­skiej matki pouczały nawet swoje córki, iż seks jest czymś, co uczciwe kobiety powinny zno­sić jedy­nie w celu zapew­nie­nia męż­czyź­nie roz­ko­szy. Z dru­giej strony, to wła­śnie roz­kosz zwią­zana z orga­zmem, wraz z dąże­niem do posia­da­nia dzieci, sta­nowi powód, dla któ­rego kobieta, podob­nie do męż­czy­zny, pra­gnie intym­no­ści wza­jem­nych kon­tak­tów i zaspo­ko­je­nia sek­su­al­nego; w tym zna­cze­niu można więc powie­dzieć, iż roz­kosz orga­zmu, odczu­wana przez kobietę, odgrywa pewna role w mecha­ni­zmie kon­ty­nu­acji gatunku.

Roz­kosz i dozna­nia towa­rzy­szące szczy­to­wa­niu u męż­czy­zny skon­cen­tro­wane są na jego męskim narzą­dzie płcio­wym. U kobiet notuje się szer­szy zakres odczuć orga­zmicz­nych; nie­które dono­szą o inten­syw­nych wra­że­niach zogni­sko­wa­nych w oko­licy łech­taczki, inne mówią o dozna­niach bar­dziej roz­pro­szo­nych. W prze­szło­ści, przed powsta­niem nowo­cze­snej nauki doty­czą­cej zacho­wań sek­su­al­nych, brak jed­no­znacz­nego opisu doznań skła­da­ją­cych się na orgazm kobiecy otwie­rał pole do licz­nych kon­tro­wer­sji w dużej mie­rze wspie­ra­nych przez spe­ku­la­cje Zyg­munta Freuda, który stwo­rzył teo­rię o dwo­ja­kim rodzaju orga­zmu kobie­cego, łech­tacz­ko­wego i pochwo­wego. Freud postu­lo­wał ist­nie­nie orga­zmu łech­tacz­ko­wego w reak­cji na sty­mu­la­cję tej czę­ści ciała, pod­czas gdy orgazm pochwowy miał rze­komo miej­sce nie­za­leż­nie od sty­mu­la­cji łech­taczki, nawet przy jej braku, przy czym orgazm „pochwowy” miał być inten­syw­niej­szy i sta­no­wił oznakę doj­rza­ło­ści. Jesz­cze dziś liczni są przed­sta­wi­ciele szkoły twier­dzą­cej, iż kobieta, któ­rej w osią­gnię­ciu orga­zmu pod­czas sto­sunku płcio­wego nie wystar­czają ruchy fryk­cyjne członka wewnątrz pochwy, jest nie­jako „upo­śle­dzona” i „cze­goś jej brak”. Wiemy z całą pew­no­ścią, że to twier­dze­nie jest błędne.

Wszyst­kie orga­zmy kobiece są łech­tacz­kowe w tym zna­cze­niu, że to sty­mu­la­cja łech­taczki wyzwala dozna­nia orga­zmiczne. Dla więk­szo­ści kobiet ozna­cza to koniecz­ność bez­po­śred­niego kon­taktu łech­taczki z jakimś obiek­tem – pal­cem, języ­kiem czy wibra­to­rem; w przy­padku około jed­nej trze­ciej kobiet wystar­cza­jący dla wywo­ła­nia doznań orga­zmicz­nych jest ruch członka wewnątrz pochwy, wywie­ra­jący pewien wpływ na łech­taczkę i ota­cza­jący ja obszar sromu. Można w przy­padku tych kobiet powie­dzieć, iż potra­fią osią­gnąć orgazm wyłącz­nie w następ­stwie sty­mu­la­cji dostar­cza­nej przez sto­su­nek płciowy. Wiele innych kobiet bez­po­śred­nia sty­mu­la­cja łech­taczki przed wpro­wa­dze­niem członka do pochwy przy­wo­dzi tak bli­sko orga­zmu, iż ruchy fryk­cyjne dostar­czają póź­niej wystar­cza­ją­cej pod­niety do osta­tecz­nego wyzwo­le­nia doznań orga­zmicz­nych. W przy­padku reszty z nich orgazm jest moż­liwy wyłącz­nie w wyniku bez­po­śred­niej sty­mu­la­cji łech­taczki; można do niego dopro­wa­dzić albo przed sto­sun­kiem, albo po zakoń­cze­niu wła­ści­wego sto­sunku płciowego.

Zarówno lite­ra­tura, jak prze­sła­nia pro­pa­go­wane przez środki maso­wego prze­kazu, przy­czy­niły się do powsta­nia mitu o ist­nie­niu „ide­al­nego” orga­zmy, osią­ga­nego rów­no­cze­śnie przez oboje part­ne­rów, wywo­łu­ją­cego w nich wra­że­nie, iż „poru­szyła się zie­mia” (wyra­że­nia tego użył jako pierw­szy pisarz Ernest Hemin­gway w wyda­nej w 1940 roku powie­ści zaty­tu­ło­wa­nej „Komu bije dzwon”). Tysiące par sili się, by osią­gnąć ten ulotny cel i prze­żywa w obli­czu cią­głego nie­po­wo­dze­nia nie­usta­jącą fru­stra­cję, zatru­wa­jącą ich życie sek­su­alne. Jed­no­cze­sny inten­sywny orgazm nie jest, rzecz jasna, czymś cał­ko­wi­cie nie­moż­li­wym, lecz zda­rza się zbyt rzadko, by czy­nić z niego bez­po­średni cel poszu­ki­wań: należy raczej cie­szyć się jego uro­kiem, jeśli przy­pad­kiem nadej­dzie, a tym­cza­sem nauczyć się doce­nić satys­fak­cję sek­su­alną, jaką dana para osiąga we wza­jem­nych kon­tak­tach tu i teraz, sto­su­jąc wszel­kie środki, które spra­wiają part­ne­rom radość. Każdy orgazm jest tro­chę inny od poprzed­niego, lecz wszyst­kie są na swój spo­sób źródłem roz­ko­szy i zadowolenia.

Orgazm męski

Męż­czyźni prze­zy­wają zazwy­czaj swoje naj­sil­niej­sze orga­zmy w mło­dym wieku. W miarę sta­rze­nia zmniej­sza się siła, z jaką nasie­nie wytry­skuje na zewnątrz cewki moczo­wej i spada inten­syw­ność doznań towa­rzy­szą­cych orga­zmowi. (Im star­szy męż­czy­zna, tym dłuż­szy staje się też okres, dzie­lący orgazm od następ­nej moż­li­wej do uzy­ska­nia erek­cji). Czas konieczny dla osią­gnię­cia orga­zmu u męż­czy­zny jest zwy­kle nie­wielki. Gdy staje się tak krótki, że można go uznać za cał­ko­wi­cie nie­wy­star­cza­jący, mówi się o przy­pa­dło­ści „przed­wcze­snego wytry­sku”. Nie jest to dole­gli­wość natury fizjo­lo­gicz­nej, przed­sta­wia raczej utrwa­lony psy­chicz­nie odruch warun­kowy, który męż­czy­zna może przy odro­bi­nie samo­za­par­cia i pracy zmie­nić, odzy­sku­jąc do pew­nego stop­nia kon­trolę nad prze­bie­giem swo­ich reak­cji sek­su­al­nych i swo­bodę podej­mo­wa­nia decy­zji, kiedy dopro­wa­dzić się do orga­zmu. Cza­sami orgazm u męż­czy­zny jest pozba­wiony eja­ku­la­cji, co może mieć przy­czyny fizjo­lo­giczne, lecz może też być wyni­kiem inten­syw­nych ćwiczeń doty­czą­cych opa­no­wa­nia pro­ce­sów fizjo­lo­gicz­nych towa­rzy­szą­cych sty­mu­la­cji seksualnej.

Cykl reak­cji seksualnych

Prze­biega mniej wię­cej podob­nie u osob­ni­ków obojga płci, acz­kol­wiek kobiety róż­nią się od męż­czy­zny zdol­no­ścią do prze­zy­wa­nia orga­zmu wie­lo­krot­nego; z reguły też ich czas reak­cji jest dłuż­szy od ana­lo­gicz­nego w przy­padku męż­czy­zny. W cyklu reak­cji sek­su­al­nych można wyod­ręb­nić cztery fazy.

Pierw­sza zwana jest fazą pod­nie­ce­nia, pod­czas któ­rej orga­nizm zaczyna reago­wać na bodźce ero­tyczne. Ich natura jest wie­lo­raka: mogą to być dźwięki lub obrazy, rów­nie dobrze reak­cje pod­nie­ce­nia może wywo­łać też jakiś zapach, dotknię­cie, a nawet samo wspo­mnie­nie prze­ży­cia z prze­szło­ści. U męż­czy­zny faza ta cha­rak­te­ry­zuje się zaini­cjo­wa­niem erek­cji, u kobiet pierw­szymi ozna­kami reak­cji jest lubry­ka­cja (nawil­że­nie) pochwy będące wyni­kiem nabrzmie­wa­nia ota­cza­ją­cych ją naczyń krwionośnych.

W przy­padku nie­usta­ją­cej obec­no­ści bodźca pod­nie­ce­nie wzra­sta i osiąga fazę pla­teau; nazwa tego etapu odzwier­cie­dla fakt, iż może on trwać dowol­nie długo lub krótko, w zależ­no­ści od siły obo­pól­nego pożą­da­nia. W cza­sie trwa­nia tej fazy part­ne­rzy doznają przy­jem­nych odczuć wywo­ła­nych nabrzmie­wa­niem narzą­dów płcio­wych, wypeł­nio­nych krwią.

Faza orga­zmu roz­po­czyna się z chwilą, gdy pod­nie­ce­nie męż­czy­zny lub kobiety spo­wo­do­wało odpo­wied­nio wysoki poziom napię­cia sek­su­al­nego, który szuka ujścia w przy­no­szą­cym odprę­że­nie orga­zmie wraz z towa­rzy­szącą mu serią skur­czów mię­śnio­wych samego narządu płcio­wego lub mię­śni poło­żo­nych w sąsiedz­twie. Zgod­nie z wyni­kami badań prze­pro­wa­dzo­nych przez Mastersa i John­son skur­czów tych może być od sze­ściu do pięt­na­stu, przy czym każdy z nich trwa u męż­czy­zny około jed­nej sekundy, pod­czas gdy u kobiety skur­cze są lżej­sze i nastę­pują bar­dzo szybko jeden po dru­gim, na podo­bień­stwo „trze­po­ta­nia”. Męż­czy­zna odczuwa orgazm jako sen­sa­cję umiej­sco­wioną w członku, pro­sta­cie (gru­czole kro­ko­wym) i pęche­rzy­kach nasien­nych, kobieta odbiera wra­że­nia pocho­dzące z mię­śni i tka­nek ota­cza­ją­cych łech­taczkę oraz znaj­du­ją­cych się wewnątrz pochwy i w macicy. U osob­ni­ków obojga płci dozna­nia orga­zmu mogą ogar­nąć całe ciało, choć czę­ściej o tego rodzaju odczu­ciach mówią kobiety, opi­su­jąc swoje wra­że­nia jako parok­syzm skur­czów obej­mu­ją­cych koń­czyny, palce u rąk i nóg oraz mię­śnie twa­rzy. Nie­które kobiety są mul­tior­ga­zmiczne i potra­fią doznać wie­lo­krot­nych orga­zmów przed osią­gnię­ciem cał­ko­wi­tego zaspo­ko­je­nia seksualnego.

U męż­czy­zny natych­miast po orga­zmie poja­wia się faza ustę­po­wa­nia pod­nie­ce­nia, całe ciało odpręża się, a oddech i krą­że­nie krwi powra­cają do normy. W nastę­pu­ją­cym po niej okre­sie refrak­cji męż­czy­zna nie­zdolny jest do osią­gnię­cia erek­cji. U mło­dego męż­czy­zny okres ten może trwać zale­d­wie kilka minut, pod­czas gdy w przy­padku star­szego wydłuża się nawet do kilku dni. Faza ustę­po­wa­nia pod­nie­ce­nia u kobiet jest dużo dłuż­sza, gdyż prze­ry­wają one inten­syw­nie uczu­cia zwią­zane z fina­łem kon­taktu płcio­wego. W cza­sie trwa­nia tej fazy kobieta dąży do zaspo­ko­je­nia potrzeby intym­no­ści wza­jem­nych kon­tak­tów, bez któ­rej jej satys­fak­cja sek­su­alna wydaje się nie­pełna. Z kolei okres refrak­cji u kobiety jest nie­po­rów­ny­wal­nie krót­szy od ana­lo­gicz­nego okresu u męż­czy­zny, wyni­kiem czego jest wystę­pu­jąca u nie­któ­rych kobiet zdol­ność do prze­ży­wa­nia orga­zmów wielokrotnych.

Pra­wie wszy­scy męż­czyźni osią­gają orgazm bez więk­szych trud­no­ści, czego nie można powie­dzieć o ogóle kobiet. Przez wiele lat sło­wem „ozię­bła” okre­ślało się kobiety, które nie posia­dały zdol­no­ści prze­ży­wa­nia orga­zmu; obec­nie okre­śle­nie to zostało zastą­pione ter­mi­nem „pre­or­ga­zmia”, odzwier­cie­dla­ją­cym fakt, iż kobietę można nauczyć dozna­wać orgazm, prze­waż­nie poprzez instru­owa­nie jej w odpo­wied­nich tech­ni­kach masturbacyjnych.

Orgazm wie­lo­krotny

Wil­liam H. Masters i Vir­gi­nia John­son, pio­nier­ska para ame­ry­kań­skich bada­czy zacho­wań sek­su­al­nych czło­wieka, zawarła w publi­ka­cji Human Sexual Response („Reak­cje sek­su­alne czło­wieka”, 1966) spo­strze­że­nie uczy­nione przez dużą liczbę kobiet uczest­ni­czą­cych w bada­niach sty­mu­la­cji mecha­nicz­nej oko­licy wzgórka Wenery doko­ny­wa­nej za pomocą wibra­tora. Wedle uwag uczest­ni­czek eks­pe­ry­mentu, dozna­nia orga­zmiczne były nie tylko nie­zwy­kle inten­sywne i osią­gnięte w mini­mal­nie krót­kim cza­sie, lecz rów­nież powta­rzały się jedno po dru­gim w falach orga­zmu wie­lo­krot­nego, zamy­ka­ją­cego poje­dyn­czy epi­zod sek­su­alny. Masters i John­son tak opi­sy­wali w liście do kolegi swoje odkrycie:

Prze­ciętna osob­niczka płci żeńskiej przy opty­mal­nym pobu­dze­niu jest w sta­nie osią­gnąć zaspo­ko­je­nie w wyniku trzech do pię­ciu orga­zmów wywo­ła­nych sty­mu­la­cją ręczną; sty­mu­la­cja mecha­niczna nato­miast – na przy­kład za pomocą wibra­tora – jest mniej męcząca i wywo­łuje chęć prze­dłu­ża­nia sesji sty­mu­la­cji do godziny, a nawet dłu­żej, pod­czas któ­rego to czasu kobieta może doznać od dwu­dzie­stu do pięć­dzie­się­ciu orga­zmów nastę­pu­ją­cych jeden po drugim”.

Mniej wię­cej w tym samym cza­sie psy­cho­ana­li­tyk Mary Sher­fey donio­sła w publi­ka­cji ogło­szo­nej w Jour­nal of the Ame­ri­can Psy­cho­ana­li­tic Asso­cia­tion (treść tego arty­kułu powtó­rzyła następ­nie w swo­jej książce The Nature and Evo­lu­tion of Female Sexuality):

W swo­jej prak­tyce lekar­skiej zetknę­łam się z pewną liczbą kobiet, zarówno zamęż­nych, jak i pozo­sta­ją­cych w sta­nie wol­nym, które uży­wa­jąc elek­trycz­nego wibra­tora były zdolne osią­gnąć do pięć­dzie­się­ciu orga­zmów w ciągu jed­nej sesji pobu­dza­nia seksualnego…Z punktu widze­nia norm funk­cjo­no­wa­nia fizjo­lo­gicz­nego kobiety te przed­sta­wiają przy­kład osob­ni­ków cie­szą­cych się zdro­wym pozio­mem sek­su­al­no­ści pozba­wio­nej zaha­mo­wań, a liczba osią­ga­nych przez nie orga­zmów świad­czy o poten­cjale orga­zmicz­nym drze­mią­cym w zmy­śle sek­su­al­nym każ­dej kobiety”.

Orgazm wie­lo­krotny prze­ży­wany w cza­sie poje­dyn­czego epi­zodu sek­su­al­nego – to jest przed wystą­pie­niem spadku pod­nie­ce­nia sek­su­al­nego – wydaje się zare­zer­wo­wany wyłącz­nie dla kobiet. Co prawda nie­liczne donie­sie­nia wspo­mi­nały o wystą­pie­niu orga­zmu wie­lo­krot­nego u męż­czy­zny, lecz ist­nieją odno­śnie tych incy­den­tów nie roz­wią­zane wąt­pli­wo­ści, czy cho­dziło i więk­szą ilość kom­plet­nych orga­zmów, czy też o pod­ję­cie czyn­no­ści orga­zmicz­nych prze­rwa­nych tuż przed prze­kro­cze­niem momentu nieuchronności.

Naj­waż­niej­szym z powo­dów tłu­ma­czą­cych tę róż­nicę w moż­li­wo­ściach prze­ży­wa­nia kobiet i męż­czyzn jest fakt, iż choć osob­nicy obu płci doświad­czają fazy ustę­po­wa­nia pod­nie­ce­nia, tylko męż­czyźni wkra­czają następ­nie auto­ma­tycz­nie w fazę refrak­cji nie­unik­nio­nej po wystą­pie­niu wytry­sku. W cza­sie trwa­nia tej fazy męż­czy­zna bły­ska­wicz­nie traci całe pod­nie­ce­nie sek­su­alne; nie potrafi go odzy­skać, a co za tym idzie, doznać orga­zmu połą­czo­nego z eja­ku­la­cją, o ile nie zosta­nie ponow­nie wysta­wiony na dzia­ła­nie bodź­ców ero­tycz­nych. Czas trwa­nia refrak­cji jest sprawą indy­wi­du­alną, może się wahać od kilku minut lub godzin do kilku dni w zależ­no­ści od wieku, stanu zdro­wia i siły popędu płcio­wego. Kobiety nie wkra­czają w fazę refrak­cji w kon­se­kwen­cji osią­gnię­cia orga­zmu. Zamiast tego pozo­stają przez jakiś czas na wyso­kim pozio­mie pod­nie­ce­nia, które opada powoli – u nie­któ­rych kobiet nawet bar­dzo powoli. W tym cza­sie kobieta pod­dana dzia­ła­niu odpo­wied­nich bodź­ców ero­tycz­nych może z łatwo­ścią osią­gnąć więk­szą liczbę kolej­nych orgazmów.

W porów­na­niu z powszech­no­ścią zja­wi­ska wie­lo­krot­nego orga­zmu będą­cego wyni­kiem sty­mu­la­cji poprzez cun­ni­lin­gus, sty­mu­la­cję ręczną czy przy uży­ciu wibra­tora, nader rzadko sły­szy się o osią­gnię­ciu tego dozna­nia wyłącz­nie wsku­tek sty­mu­la­cji pły­ną­cej z samego spół­ko­wa­nia. Wiele kobiet po uświa­do­mie­niu sobie, iż są w sta­nie dozna­wać wie­lo­krot­nych orga­zmów, chcia­łoby pona­wiać to eks­ta­tyczne prze­ży­cie, pod­czas gdy inne czują się usa­tys­fak­cjo­no­wane poje­dyn­czym orga­zmem, a jesz­cze inne dono­szą, iż kon­ty­nu­owa­nie sty­mu­la­cji sek­su­al­nej po prze­ży­ciu przez nie orga­zmu rodzi uczu­cie dys­kom­fortu czy spra­wia im wręcz ból. Prze­ży­cie wie­lo­krot­nego orga­zmu nie powinno stać się celem narzu­co­nym kobie­cie, a nie­zdol­ność doświad­cza­nia orga­zmów wie­lo­krot­nych nie może być postrze­gana jako objaw dys­funk­cji seksualnej.

Niech orgazm przyj­dzie sam

Kiedy docho­dzi do zbli­że­nia, my ludzie, nie powin­ni­śmy usil­nie kon­tro­lo­wać swego zacho­wa­nia, bo nasze siły sek­su­alne mogą nas zawieść. Ile­kroć sta­ramy się być nad­mier­nie świa­domi prze­biegu zacho­dzą­cych w nas pro­ce­sów, zaczy­namy mieć trud­no­ści z funk­cjo­no­wa­niem. Jest to szcze­gól­nie widoczne u męż­czyzn mają­cych pro­blemy ze wzwo­dem. Gdy roz­po­czy­nają zbli­że­nie prze­ko­nani, że im się nie uda, można pra­wie zagwa­ran­to­wać, że rze­czy­wi­ście się nie uda. To samo można odnieść do kobiety, która z tru­dem osiąga orgazm. Jeśli zbyt będzie się sta­rała o szczy­to­wa­nie, z tym więk­szym tru­dem je osiągnie.

Efekt ten wystę­puje w wielu dzie­dzi­nach sportu, a mia­no­wi­cie: gdy bar­dzo chcesz tra­fić piłką do kosza – chy­biasz. Dla­tego pozwól dzia­łać ciału, dając odpo­cząć mózgowi. Takie postę­po­wa­nie przy­nosi zazwy­czaj dobre rezul­taty. Ale gdy zaczy­na­cie myśleć o zsyn­chro­ni­zo­wa­niu orga­zmów, za bar­dzo przej­mu­je­cie się tym, co się dzieje i w rezul­ta­cie może­cie stra­cić coś, co ina­czej uda­łoby się osią­gnąć. Oto dla­czego jed­no­cze­sne szczy­to­wa­nie to sprawa tak niepewna.

Przy odro­bi­nie szczę­ścia zda­rzy się to od czasu do czasu bez spe­cjal­nego wysiłku, dając nie­spo­dzie­waną, dodat­kową przy­jem­ność. Zbyt usilne sta­ra­nia mogą nato­miast obró­cić się prze­ciwko Wam.

Uda­wa­nie orgazmu

Przy oka­zji warto wspo­mnieć o paniach, które czują się zobo­wią­zane do uda­wa­nia orga­zmu, utwier­dza­jąc part­nera w prze­ko­na­niu, iż pod­czas zbli­że­nia doświad­czają eks­ta­tycz­nej roz­ko­szy. Nie­które – znu­dzone lub zmę­czone bez­owoc­nymi wysił­kami part­nera pra­gną­cego zaspo­koić je za wszelką cenę, wpro­wa­dza­ją­cego nie­po­trzebny pier­wia­stek napię­cia – czy­nią tak po to, by jak naj­szyb­ciej zakoń­czyć miło­sny seans. Być może ich pod­nie­ce­nie po pro­stu opa­dło, sek­su­alna wil­got­ność znik­nęła, a prze­dłu­ża­jące się zbli­że­nie zaczęło spra­wiać ból. Nie­za­leż­nie od powodu, symu­lu­jąc orgazm chcą spra­wić przy­jem­ność part­ne­rowi i utwier­dzić go w prze­ko­na­niu, iż nadal jest zna­ko­mi­tym kochankiem.

W intym­nej chwili wielu paniom naprawdę trudno się zdo­być na bez­wa­run­kową szcze­rość, a uda­wa­nie orga­zmu wydaje im się cza­sem „nie­win­nym, dyplo­ma­tycz­nym kłam­stew­kiem”. Pro­blem poja­wia się wtedy, gdy staje się ono rutyną we współ­ży­ciu dwojga kochan­ków. W takiej sytu­acji mogę tylko radzić, by kobieta jak naj­szyb­ciej wyznała part­ne­rowi, iż pod­czas zbli­żeń nie doświad­cza w pełni roz­ko­szy. Oboje będą wów­czas mogli spró­bo­wać innych tech­nik, które zapew­nią jej mak­si­mum satys­fak­cji. Być może zmy­słowa gra wstępna powinna trwać dłu­żej, tak by part­nerka mogła wznieść się na szczyty pod­nie­ce­nia. Może powinni uroz­ma­icić swe miło­sne seanse poprzez wpro­wa­dze­nie nowych pozy­cji, zapew­nia­ją­cych dosta­teczną lub wła­ściwą sty­mu­la­cję łech­taczki – czę­sto pomocna oka­zuje się pozy­cja „na jeźdźca”. Bywa jed­nak i tak, że przy­czyny braku roz­ko­szy leżą znacz­nie głę­biej, na przy­kład w uprze­dze­niach, lękach lub ner­wicy płcio­wej. Zarówno kobieta, jak jej part­ner, powinni sko­rzy­stać w takim przy­padku z porady doświad­czo­nego terapeuty

1 komentarz

  1. kobieta która udaje orgazm psuje cały nastrój [zbyt­nio stęka]

Zostaw komentarz

Uwaga: komentarze są moderowane - zanim Twój komentarz zostanie wyświetlony, może minąć trochę czasu.